WSPOMNIENIE SZÓSTE
CZĘŚĆ PIERWSZA
- Ej tam z
tyłu!! Spokój! Miłosz jesteś starszy, bądź mądrzejszy.
- Tato, tato
kup tableta na uspokojenie – mój kochany synek usiłuje namówić mnie na zakup
tego badziewia dokuczając zapiętej w fotelik Zuzi i rzucając papierkami z
cukierków w śpiącego w najlepsze Patryka.
- Jak się
nie uspokoisz sam, to zamiast tableta będziesz miał przejażdżkę w bagażniku, a
do Rzeszowa jeszcze daleko – groźba jest oczywiście bez pokrycia i 8 letni już
Miłosz doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
- Tato no! Wszyscy mają, tylko nie ja – jego
płaczliwy ton wcale nie robi na mnie wrażenia.
- Kochany
dobrze wiesz, że w ten sposób niczego na mnie nie wymusisz. Umówiliśmy się na
coś, prawda? Ja zdania nie zmienię. Koniec dyskusji!
Dalsze dwie
godziny jazdy z całym moim przychówkiem minęło bez większych przygód. Nie obyło
się oczywiście bez dziesięciu postojów, bo komuś chciało się pić, sikać albo
wymiotować. Pod koniec, już w obrzeżach Rzeszowa Patrykowi włączył się tryb
najwyższej głośności. Wrzeszczał jakby go ktoś obdzierał ze skóry. Miłosz śmiał
się do rozpuku, a Zuza majstrowała namiętnie przy zapięciu fotelika, bo nagle
stwierdziła, że jest już zbyt duża na takie wiązanie. Życie samotnego ojca
zdecydowanie nie jest usłane różami.
- Tato, a będę
mogła pobawić się szminkami cioci Iwonki? – córcia już snuje wielkie plany na
najbliższe dni.
- O nie,
nie! Wyglądałyście z Domi ostatnio jak dwaj klauni – śmieję się na samo wspomnienie
– Zresztą ciocia wam na pewno nie pozwoli.
- Nie lubię
cię tatusiu – mała zaplata rączki na klatce piersiowej i obrażona wydyma dolną
wargę.
- Tak, tak
księżniczko. Zgłodniejesz to tatusia
polubisz.
- Tato siku
– po raz setny słyszę ten znudzony głosik.
- Miłosz daj
spokój. Wytrzymaj jeszcze parę minut, zaraz dojedziemy. Nie zatrzymam ci się w
środku miasta – no i następny śmiertelnie się obraził, obracając głowę do
szyby. Dzięki za błogą ciszę choć przez chwilę, bo zmęczony płaczem Patryk też
dał sobie na wstrzymanie. Gdy dojeżdżamy pod dom Ignaczaków jestem bardziej zmęczony niż po 4 godzinach treningu siłowego.
- Ściągnąć
chmurki moje słoneczka i wysiadka. Jesteśmy na miejscu – wyciągam z fotelika
rozespanego i niezadowolonego Patryka, a Miłosz pomaga siostrze wyswobodzić się z więzów. Chwilę później
oboje wiszą na szyi Krzyśka przekrzykując się wzajemnie.
Igła z dużą cierpliwością
słuchał opowieści dzieciaków z całej podróży, począwszy od wylotu z lotniska w
Ankarze.
- Chodzicie
do domu, bo widzę, że wasz tata ledwo na nogach stoi – libero szybko zauważa,
że mam dość i z chęcią bym troszkę odpoczął. Moja najmłodsza latorośl jest
nieco zawstydzona i nie wychyla główki z zagłębienia mojej szyi.
- No już
synek. Nie udaj takiego nieśmiałego. Przywitaj się z wujkiem – mały jeszcze
mocniej wtula się we mnie – Nic z tego nie będzie jednak.
Gdy już
ładujemy się do domu z tobołkami to mam dość. Dochodzi, 22 gdy wreszcie udaje
nam się zagonić dzieci do łóżek. Właściwie to dopiero interwencja Iwonki
pomaga. Patryk przez cały czas nie odstępuje mnie na milimetr.
- Co on taki
marudny? Przecież ciebie często nie ma i musi sobie radzić bez twoich ramion –
Iwona czochra go po głowie, ale zero reakcji z jego strony. Śpi już w
najlepsze.
- Czuje się niepewnie,
bo niedowidzi, a te okulary nie są zbyt wygodne dla 3 latka. W domu wszyscy jesteśmy
przyzwyczajeni, że niczego nie przestawiamy i on sobie radzi bez nich – całuję
śpiącego chłopca w główkę i kładę go do łóżka – Przyzwyczai się, a jutro będzie
go wszędzie pełno.
- Mówiłeś
coś o operacji ostatnio?
- Jak będzie
starszy. Na razie zbyt szybko rośnie tak on jak i gałki oczne. Na razie jest
skazany na te denka od słoika. Odziedziczył po mnie wadę wzroku, a wcześniactwo
tylko to pogłębiło – Iwonka żegna się z nami szybko i tłumacząc się rannym
wstawaniem idzie spać.
- Jak tam
życie w Turcji Zbyszku? Widzę, że nic się nie zmieniło, co rok jesteś gdzie
indziej – Krzysiek poklepuje mnie przyjacielsko po ramieniu – Tylko jak dzieci
znoszą te wędrówki?
- Obycie z
obcymi językami i kulturami im nie zaszkodzi. Miłosz nauczył się włoskiego,
Zuzka też coś złapała. Na źle im to nie wyjdzie. Poza tym od tego sezonu wracam
do Polski.
- Naprawdę?
– oczy Igły przypominają spodki – Gdzie? Czemu ja o tym nie wiem?
-
Najkonkretniejszą propozycję mam z Politechniki Warszawskiej i kilka innych
mniej zaawansowanych. Chciałbym żeby Miłosz
posmakował polskiego systemu edukacji. Boję się, że kiedyś napisze mi słowo
„róża” z dwoma ortografami. – troszkę ciężko mi to wszystko ogarnąć, a
dzieciaki im starsze tym ma więcej na głowie.
- Czemu w
ogóle wyjechałeś? – przyjaciel wpatruje się we mnie z żalem w oczach – Uciekłeś
przed nami, a nikt tu wrogiem ci nie był – wiedziałem, ze to pytanie kiedyś się
pojawi, a Krzysiek byle wymówką się nie zadowoli.
- Nie
dawałem rady. Tutaj wszyscy patrzyli na mnie jak na okaz w muzeum, chodzili na
paluszkach, żeby czasem mnie nie urazić. Dusiłem się. W Modenie byłem bardziej
anonimowy – taka właśnie była prawda. Może i uciekłem, ale z dala od świeżych
wspomnień czułem się lepiej. Nikt mnie nie kontrolował i nie próbował narzucić
swojego sposobu przeżywania żałoby. Daliśmy sobie radę we czwórkę i teraz jest
już względnie.
-
Martwiliśmy się o ciebie. Wybudowałeś ogromny mur i rzadko pozwalasz go obejść
– mina Krzysia nie wróży nic dobrego i obawiam się, że mi nie odpuści i
wymagluje mnie na wszystkie strony.
- Chciałem
sobie dać czas, a wy mnie osaczyliście. Z jednej strony byliście przy mnie, a drugiej
nikt nie chciał ze mną o niej porozmawiać, a ja tego potrzebowałam. To unikanie
rozmowy mnie przerażało, gdy o niej wspominałem zmienialiście temat, a mnie
dusił nadmiar tłumionych uczuć. Nie zrozum mnie źle, kocham was i jestem
wdzięczny za wszystko, ale wtedy mnie to przerosło - ciężko przyszło mi to
wyznanie, nie chciałem urazić przyjaciela, bo wiem, ze wszyscy chcieli dla mnie
dobrze. Tylko, że na siłę chcieli wymazać z mojej pamięci jej obraz. To nie
jest takie proste.
- Nie
wiedziałem, że tak to odbierasz. W sumie
mogło mi przyjść do głowy, że jesteś otwartym człowiekiem i lepiej z tobą
rozmawiać.
- Było
minęło Krzysiu. Wam też nie było lekko – chciałem zakończyć wreszcie ten temat,
bo zrobiłem mu przykrość mówiąc po latach jak to wyglądało z mojej perspektywy
– Wiesz, co? Może dokończymy to jutro? Jestem zmęczony, nie spałem od wczoraj.
Lot z tą trójką nie był przyjemnością. Obawiałem się, że ktoś straci
cierpliwość i wyrzucą mnie z samolotu bez spadochronu, lub zrobią sobie
międzylądowanie i skończę jak Jan Rokita.
- Nie myśl,
że ci odpuszczę. Jeszcze na kilka pytań musisz mi odpowiedzieć – kręcę tylko
głową z politowaniem, bo Igła jak to Igła z wiekiem wcale się nie zmienia.
- Tylko mi
nie mów, że znowu chcesz mnie swatać – Ignaczak uśmiecha się tylko tajemniczo i
zamyka za sobą drzwi gościnnej sypialni.
Zostaję sam
w kompletnej ciszy, przerywanej tylko cichutkim posapywaniem śpiącego dziecka.
Kładę się obok jego malutkiego ciałka, ale sen jak na złość nie chce przyjść
pomimo piekielnego zmęczenia. Moją głowę znów zalewają bolesne wspomnienia.
Pomimo upływu lat nic nie jest prostsze. Wzdycham przekręcając się na bok,
uważając żeby nie obudzić Patryka. Jutro czeka mnie kolejny ciężki dzień pod
gradobiciem pytań Krzysztofa, no i muszę przeżyć kolejną kandydatkę na żonę z
serii „Krzysztof Ignaczak prezentuje…”.
Dawno nie spałem
tak źle jak tej nocy. Koszmary z przeszłości dręczyły mnie za każdym razem, gdy
zamykałem oczy. Rano budzi mnie dziwne wrażenie, że mnie ktoś obserwuje i ucisk
na brzuchu. Otworzyłem jedno oko i zobaczyłem cztery pary oczu intensywnie we
mnie wpatrzonych. Sebastian, Miłosz, Dominika i Zuzka stoją w równiutkim rządku
i suszą ząbki w moim kierunku.
- Mama
kazała nam cię obudzić wujku, bo kawa ci stygnie – młody Igła wziął na siebie
obowiązek powiadomienia mnie o celu swojego przybycia.
- Obudzić,
obudzić, obudzić – jęknąłem, gdy Patryk zaczął skakać pupą po moim brzuchu powtarzając
to jak mantrę.
Wygramoliłem
się z łóżka i razem z dzieciakami poszedłem do kuchni, gdzie czekało na mnie
śniadanie. Dziwnie się poczułem, bo nie musiałem szykować nikomu jedzenia.
Iwonka wyszła do pracy, dzieci wyrozchodziły się po pokojach z tajemniczymi
minkami. To nie wróży nic dobrego. Igła musi już planować remont domu. Został
ze mną tylko Patryk, bo niestety nikt nie zechciał zabrać go ze sobą.
Niepocieszony z trzęsącą się brodą i przekrzywionymi czerwonymi okularkami
wyglądał przekomicznie. Poprawiam mu binokle przy okazji całując go w nos.
- Nie
przejmuj się. Zostajesz ze starszymi, przecież nie będziesz się bawił z
dzieciakami nie? – chyba jestem dobrym pocieszycielem, bo mały się ożywia i
zeskakuje z kanapy. Zahacza przy okazji o róg dywanu i wywija widowiskowego
orła. Do kogo to dziecko się wdało? Tym razem to nie wina półślepoty tylko
wrodzonego braku gracji. Wstaje jak zwykle sam. Staram się nie trząść się nad
nim jak jakaś kwoka i pozwalam mu rozbić sobie kolano, czy nabić guza. Tym razem
nie wytrzymuję i pstrykam mu zdjęcie telefonem, bo z zaróżowionymi policzkami,
jednym kółkiem okularków na czole, drugim na policzku i szczerbatym uśmiechem
wygląda rozczulająco. Szkoda, że Gosia nie może tego zobaczyć. Nasz synek to
urocza, kochana, mała pokraka.
Igła wraca
wreszcie obładowany zakupami sapiąc jak parowóz.
- Krzysiu
mogłeś mnie obudzić, pomógłbym, co z tymi tobołami – schodzę z nim do samochodu
po resztę prowiantu i napitku – Planujesz upić całą reprezentację, czy pół
Rzeszowa?
- Cicho bądź!
Zobaczysz, ze zabraknie – z szerokim uśmiechem wręcza mi karton wódki, sam
zabiera drugi.
- Dziwnie tu
cicho. Gdzie ta zgraja? – Krzysiek lekko zaniepokojony rozgląda się po salonie
za naszymi dziećmi. Widzi tylko Patryka bawiącego się pod stołem drewnianym
samochodem, który jeszcze chwilę temu stał na segmencie.
- Siedzą w
pokojach. Mam złe przeczucia, ale jak idę pytać, co robią, to twierdzą, że
wszystko OK i mam sobie iść i nie zawracać im głowy.
- To w sumie
dobrze, bo mamy do pogadania. Nie unikniesz tego Zibi – wzdycham głośno i
sadzam tyłek na kanapie.
- Dobra.
Miejmy to już za sobą. Zrób coś do picia. Ja ugotuję obiad, bo nie wierzę, że
się nauczyłeś. Potem jestem twój – wiem, że tego nie uniknę. Znów będę musiał
wyspowiadać się ze swojego życia uczuciowego, albo w moim przypadku z
łóżkowego.
Troszkę zbyt długi mi ten rozdział wyszedł,
więc podzieliłam go na części.
Dziękuję za ponad 20 komentarzy pod
poprzednim rozdziałem i mam nadzieję, że będziecie też i tuJ